**
Wsunęłam ręce w ciepłe rękawy płaszcza, by następnie otulić swoją
szyję grubym, beżowym szalem. Uwielbiałam go. Był wykonany z
niesamowicie miękkiej tkaniny dzięki czemu nie podrażniał mojej
wrażliwej skóry. Ostatni raz sięgnęłam dłonią w okolice dekoltu
upewniając się, że łańcuszek z wisiorkiem w kształcie złotego listka
jest na swoim miejscu. Był. Wtedy już spokojnie mogłam opuścić miejsce
swojej pracy pamiętając, by zamknąć za sobą drzwi. Wykonywałam tę
czynność w skupieniu, więc kiedy tylko usłyszałam krzyk gdzieś za swoimi
plecami mosiężny klucz wypadł z mojej dłoni upadając na betonowy
chodnik pokryty niewielką ilością białego puchu z charakterystycznym
brzdękiem. Moja ręka odziana w cienką, skórzaną rękawiczkę powędrowała
do klatki piersiowej jakby to miało pomóc w uspokojeniu szybszego bicia
serca. Powoli odwróciłam się i przebiegłam wzrokiem po okolicy. Nic
prócz kilku zaparkowanych samochodów oraz oświetlających drogę latarni
nie przykuło mojej uwagi. Przełknęłam głośno ślinę i wypuściłam
powietrze ze świstem, po czym znów odwróciłam się przodem do drzwi
podnosząc następnie upuszczoną przeze mnie chwilę temu rzecz.
Dokończyłam swój obowiązek i już miałam odejść, kiedy moja twarz
zderzyła się z czyjąś klatką piersiową.
- Otwieraj te jebane drzwi!
- warknął chłopak w kominiarce, a ja zdążyłam jedynie dostrzec, że tuż
za nim jest dwóch kolejnych wyglądających niemalże tak samo jak on.
Wstrzymałam oddech będąc w totalnym szoku. Sparaliżowana strachem nie
mogłam się ruszyć, dlatego jeden z nich wyrwał mi klucz i sam je
otworzył następnie wchodząc i wołając resztę. Już miałam odejść z
zamiarem zatelefonowania na policję, jednak któryś pociągnął mnie do
środka i zakluczył drzwi następnie chowając wytrych do kieszeni swoich
niebotycznie obcisłych, czarnych dżinsów. W duchu zaczęłam się
zastanawiać jakim cudem on w nich normalnie funkcjonuje, jednak szybko
wróciłam na ziemię i skarciłam się za takie myśli. - Czego ode mnie chcecie?
- wydukałam w końcu biorąc się na odwagę. Odsunęłam się jak najdalej od
któregokolwiek z nich próbując równocześnie zapanować nad trzepoczącym
jak motyle skrzydła sercem i nie spanikować.
Najwyższy z nich zrobił
kilka kroków w moją stronę i popełnił błąd spoglądając mi prosto w
oczy. Później, kiedy już będę mogła zgłosić na policję napad, opiszę
dokładnie jego błękitne, głębokie tęczówki, które aktualnie błyszczały
radośnie. Najwyraźniej rozbawiłam go swoim pytaniem, które swoją drogą
nie było żartem, więc nie wiem z czego się tak cieszył. Chyba mamy
zupełnie inne poczucie humoru.
Wyciągnął rękę w moją stronę i
dotknął mojego policzka. Pod wpływem tego gestu zadrżałam, jednak nie
cofnęłam się z prostego powodu - strach. Bałam się. Nie wiedziałam kim
oni są ani czego chcą i do czego są zdolni.
- Od Ciebie niczego, jednak Twój szef wisi nam sporo kasy.
- oznajmił głębokim, lekko zachrypniętym głosem, od którego miałam
gęsią skórkę. Kiedy jednak dotarły do mnie jego słowa zachłysnęłam się
powietrzem i zaczęłam kaszleć. Posłałam mu niemą prośbę o cofnięcie się
czego posłuchał - grzeczny chłopiec. Zamknęłam oczy i wzięłam kilka
wdechów.
- Weźcie pieniądze i dajcie mi spokój. To nie jest moja sprawa.
- byłam pod wrażeniem jak pewny okazał się mój głos. Najwyraźniej
jednak po raz kolejny powiedziałam coś niesamowicie śmiesznego, bo
trójka, jak się okazuje, chłopców roześmiała się. Nawet miałam ochotę
uśmiechnąć się lekko pod wpływem ich uroczych, chłopięcych śmiechów,
gdyby nie fakt, że właśnie napadali na firmę mojego ojca i byli
kryminalistami.
- Pyskata. Lubię takie. - odparł
najniższy, który siedząc na blacie kontuaru machał wesoło nogami. To
jego śmiech urzekł mnie najbardziej. Był słodki i zabawny zarazem,
jednak nie zmieniało to absolutnie faktu, że byli mi obcy i
prawdopodobnie byli w stanie zrobić mi krzywdę. Dlaczego tak uważam?
Cóż... Chłopiec polerujący zadkiem biurko i jednocześnie miejsce mojej
pracy polerował fragmentem koszulki czarnego Browninga HP. Skąd
wiedziałam czym jest owa broń? Powiedzmy, że to takie moje małe,
niewinne hobby. Z każdą kolejną chwilą przestawałam się bać sama nie
wiem czemu. Może dlatego, że sama byłam uzbrojona i nigdy nie chodziłam
bez czegoś co mogłabym wykorzystać do obrony osobistej. Jeszcze nie chce
schodzić z tego świata, a ostatnie dni
pokazały mi, że te okolice nie są takie bezpieczne jak opisują w przewodnikach.
Zagryzłam
dolną wargę sięgając za poły mojego płaszcza i starając się ostrożnie,
bez wzbudzania podejrzeń, wyciągnąć z tylnej kieszeni spodni scyzoryk.
Wyczuwałam go pod palcami, jednak wierzchnia odzież nieco krępowała moje
ruchy. Sięgnęłam po raz kolejny i tym razem udało mi się złapać
narzędzie. Nacisnęłam rączkę w odpowiednim miejscu dzięki czemu ostrze
wysunęło się z ukrycia.
- Mam nadzieję, że lubisz też te niebezpieczne!
- wysyczałam przez zęby trzymając nóż obiema rękami na co cała trójka
stanęła na równe nogi w jednej lini zaledwie kilka kroków ode mnie.
Przesuwałam nim w boki będąc gotowa na atak w każdej chwili, ale nie
spodziewałam się jednego.. Że jest ich więcej. W jednej chwili narzędzie
zostało mi wytrącone z dłoni. Upadło z charakterystycznym odgłosem na
zimne płytki, a wybawca owej trójeczki kopnął je czubkiem buta w stronę
swoich kolegów, z dala ode mnie. No to jestem w dupie. Złapał mój
nadgarstek wykręcając go i przyciskając mnie do swojego torsu. Pachniał
jakąś drogą wodą kolońską i wanilią. Wszystko pewnie było by okej i może
nawet byłabym zachwycona, gdyby nie fakt, że koleś przystawiał mi zimną
lufę do skroni. Wstrzymałam oddech na co on zaśmiał się gardłowo
wywołując drżenie swojej klatki piersiowej.
- Ja wolę, kiedy kobieta jest posłuszna. - wyszeptał mi do ucha muskając jego płatek swoimi wargami, a przez moje ciało przeszła kolejna porcja dreszczy. - Będziesz tak miła i nie będziesz więcej się z nami tak brzydko bawiła? Nie mieliśmy dzisiaj w planach zabijania nikogo. - dodał, a ja pokiwałam posłusznie głową przełykając głośno ślinę. No okej, teraz znowu zaczynałam się bać.
Nagle
usłyszałam coś co wydawało się być najlepszym w tej chwili. Dźwięk
syren policyjnych. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, kiedy kryminaliści
zaczęli pakować kasę do torby i uciekać w popłochu przez tylne wyjście.
Już miałam odejść z radością, że jak zwykle udało mi się wyjść z
sytuacji beznadziejnych w całości, kiedy niebieskooki wrócił po mnie.
Przyciągnął mnie do siebie przyciskając coś do ust, a już po chwili
straciłam przytomność osuwając się wprost w jego ramiona.
**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz