niedziela, 23 listopada 2014

IV.

 **

Sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna, ale dawałam im śmiało do zrozumienia, że nie mam zamiaru się odezwać, a przynajmniej na razie. Próbowałam do siebie nie dopuścić myśli, że ON to naprawdę ON, że to mój rozum płata mi figle, że za dużo alkoholu się nawdychałam przy ratowaniu blondaska albo że to Calum dorzucił mi coś do swojej sałatki i trzyma mnie to od tych kilku dni.
- Chłopaki co tu u diabła robi moja siostra? - warknął Zayn na co pozostała dwójka wzruszyła zgodnie ramionami zupełnie jakby się umówili co do tego gestu.
- Stary mówiliśmy Ci, że podczas ostatniego.. Zaraz, wróć. Co Ty kurwa powiedziałeś? - wytrzeszczył oczy jeden z nich, a mulat mocniej zacisnął swoją szczękę widocznie się spinając.
- Minnie Malik. Moja, kurwa jebana mać, siostra. - mruknął odwracając wzrok na co moja twarz automatycznie nabrała rumieńców ze złości. Miałam ochotę rzucić się na niego z pięściami i zabić go własnoręcznie, jednak ostatkami sił powstrzymałam się od spełnienia swoich skrytych myśli.
- To się nieźle porobiło.. - mruknął ognistowłosy drapiąc się po karku co idealnie podkreślało jego zestresowanie, ale i zmieszanie.
- Minnie! - usłyszałam nagle radosny głos, a po moich placach przeszły ciarki. Spojrzałam w bok i ujrzałam pogodną twarz Nialla. No chyba sobie żartujecie.. Czy oni wszyscy naprawdę tutaj są?! Mam nadzieję, że.. - Harry! Minnie tutaj jest! - zawołał blondynek, a ja poczułam, że tracę grunt pod nogami i osuwam się prosto na zimne kafelki.

**
- Księżniczko, wstajemy. - usłyszałam, a już po chwili poczułam jak coś zimnego, mokrego, a zarazem lepkiego zostaje wylane na moją głowę. Zamlaskałam czując w ustach smak Coli i błyskawicznie podniosłam się do pionu kasłając by złapać oddech. Sięgnęłam dłonią do twarzy by otrzeć oczy z klejącego się napoju i móc dostrzec komu powinno sie oberwać. Już po chwili ujrzałam twarz chłopaka z bandanką.
- Nigdy więcej tego nie rób. ... emm.. jak Ci na imię? - zapytałam w ostatniej chwili zdając sobie sprawę z tego, że nie zdążył mi się przedstawić, a skoro i tak już ich wszystkich widziałam, a cała ta sytuacja wygląda tak a nie inaczej..
- Ashton i właśnie sobie idzie. - usłyszałam głos osoby trzeciej i od razu skierowałam wzrok w jej kierunku. Mulat stał z założonymi na piersi rękami opierając się o futrynę drzwi wejściowych do pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy. Była to kolejna sypialnia, pomieszczenie, którego jak dotąd nie dane mi było zobaczyć. Rozglądnęłam się odrywając wzrok od wzbudzającego dziwne ciarki na plecach chłopaka. Nawet w myślach nie mogłam wypowiedzieć jego imienia tak strasznie denerwowała mnie jego obecność. Na najbliższej ścianie po mojej prawej stronie widniał ogromny rysunek graffiti i już w tej chwili mogłam sobie wyobrazić gdzie jestem. W pokoju mojego brata. Wzdrygnęłam się przekręcając się w bok w taki sposób, by moje nogi w tej chwili zwisały swobodnie z łóżka, a stopy stykały się z chłodną podłogą.
- Minnie posłuchaj.. - zaczął, a ja pokręciłam głową na boki wstając z mebla najwyraźniej zbyt agresywnie, gdyż już po chwili zakręciło mi się w głowie. Chłopak wyprostował się wyciągając rękę w moją stronę, jednak najwyraźniej zdał sobie sprawę z tego, że i tak nie skorzystam z jego pomocy, więc usiadłam i dopiero po chwili ponownie stanęłam na nogach.
- Nie. Ty powiedziałeś już wystarczająco dużo. Teraz moja kolej. - oznajmiłam twardo starając się włożyć w swoją wypowiedź możliwie jak najwięcej jadu by zrozumiał jak bardzo go nie cierpię. - Nie wiem dlaczego nasłałeś swoich kumpli na naszego ojca i tak szczerze to mam to zupełnie gdzieś, ale mnie zostaw w świętym spokoju. Mam Ciebie i ich wszystkich dość, wiesz? Nienawidzę Cię! Nie mogę patrzeć na Twoją twarz, bo robi mi się nie dobrze! - krzyczałam czując jak moje policzki oblewają się krwistą czerwienią. - Zostaw mnie raz na zawsze i zniknij, bo to najlepiej Ci wychodzi. - wysyczałam na koniec ze łzami w kącikach oczu patrząc prosto na niego. Spiął się zaciskając ręce w pięści i odwrócił wzrok. Jego usta przypominały cienką linijkę, a oczy były lekko zmrużone. Nie odzywał się. Wiedziałam, że zdenerwuję go tymi słowami, ale szczerze mówiąc miałam to gdzieś i uważałam, że jak najbardziej na to zasłużył. - Tak myślałam. - warknęłam i wybiegłam z pokoju zostawiając go w nim zupełnie samego ze swoimi myślami.
**

Weszłam do kuchni wskakując następnie na blat i rozsiadając się na nim wygodnie. Splotłam nogi w kostkach sięgając po szklankę i butelkę jakiegoś napoju gazowanego, po czym uzupełniłam nim szklane naczynie i upiłam z niego łyk. Od rozmowy z bratem i przełomowego momentu w życiu minął tydzień. Tak, wciąż tutaj siedzę i nie wiem czemu nie próbowałam uciekać. Może dlatego, że nie widziałam w tym sensu, a może dlatego, że jakaś niewidzialna siła trzymała mnie w tym miejscu odkąd dowiedziałam się o przebywaniu w nim Zayna i jego kumpli. To bardziej skomplikowane niż mogłabym sobie to wyobrazić. Nagle usłyszałam kroki, a już po chwili próg kuchni przekroczył wysoki blondyn owijając rękę wokół swojego brzucha. Automatycznie wyprostowałam się nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
- Hej.. - zaczęłam cicho i niepewnie starając się przypomnieć sobie jak chłopak ma na imię. Kiedy ponownie miałam się odezwać chłopak mnie wyręczył robiąc klika kroków w moją stronę.
- Luke. - mruknął. - Jestem Luke. - przedstawił się posyłając mi lekki uśmiech co całkowicie mnie zaskoczyło, bo jak do tej pory wcale nie był dla mnie miły i nie okazywał jakiegoś zainteresowania moją osobą, a tu nagle.. - Minnie, prawda? - upewnił się, a ja skinęłam lekko głową.
- Jak się czujesz? - zapytałam w końcu wyrzucając z siebie intrygujące mnie pytanie. Bardzo chciałam znać na nie odpowiedź, bo w końcu widziałam go pierwszy raz odkąd próbowałam uratować mu życie. Czy coś..
- Nie jest źle. Bywało gorzej. - wzruszył ramionami wciąż trzymając rękę w tym samym miejscu. Chyba zdążył zauważyć, że nie wyglądam najlepiej, gdyż moje oczy są podkrążone, twarz blada i bez makijażu, a ubrana jestem jedynie w jakieś rozciągnięte dresy i za duży podkoszulek któregoś z chłopaków. Chyba muszę poprosić o przywiezienie swoich ciuchów czy cokolwiek, bo raczej chciałabym jednak wyglądać w miarę.. normalnie. Teraz przypominam raczej bezdomnego. - Czyli Zayn to Twój brat? - zagadnął przerywając krótką chwilę ciszy, a ja z niechęcią skinęłam głową.
- Jeśli jednak chcesz wiedzieć na ten temat cokolwiek więcej to możesz się zawieść, bo nie mam zamiaru się zwierzać. - mruknęłam z westchnieniem, po czym przysunęłam szklankę z napojem pod swoje usta, by wziąć kolejny łyk. Nie było mi to jednak dane, bo blondyn z całkowitą swobodą, jak gdyby było to coś normalnego, zabrał ode mnie naczynie robiąc to co ja miałam zrobić zaledwie chwilkę temu. - Ej ! - oburzyłam się na co się zaśmiał. Miał piękny śmiech.
- Nie mam zamiaru Cię do niczego zmuszać. Wiesz.. Chciałem.. Po.. - urwał marszcząc brwi w lekkim zamyśleniu. - Podzie.. - odetchnął cicho klnąc pod nosem. Potarł otwartą dłonią swoją twarz jakby chcąc się obudzić z dziwnego stanu, po czym spojrzał w górę mamrocząc coś pod nosem. - Podziękować. - wybełkotał ledwo zrozumiale unikając kontaktu wzrokowego ze mną. Moje oczy rozwarły się niesamowicie kiedy dotarło do mnie jakie konkretnie słowo wyleciało z ust Luke'a. Zakrztusiłam się powietrzem z wrażenia, bo naprawdę trudno było mi w to uwierzyć, że ktoś taki jak on jest w stanie być wdzięcznym i powiedzieć to wprost. Podrapałam się po głowie i wzruszyłam lekko ramionami.
- Naprawdę to nic takiego. - oznajmiłam zgodnie z prawdą. - Mimo tego jak wstrętnym dupkiem dla mnie byłeś przez cały ten czas i tak bym Ci pomogła. - dodałam już troszkę żartobliwie uśmiechając się do niego. Czułam, że sytuacja robiła się coraz bardziej napięta, więc musiałam to przerwać i zainterweniować. Uśmiechnął się do mnie, a w jednym z jego policzków pojawił się wyraźnie zarysowany dołeczek, który sprawiał, że wyglądał naprawdę słodko, jednak za nic w świecie bym mu tego nie powiedziała. Prawdopodobnie bym oberwała. Podszedł do mnie stając pomiędzy moimi nogami i kładąc rękę na blacie tuż przy moim udzie cmoknął mnie w czoło co doprowadziło do chwilowego zamarcia wszystkich procesów w moim organizmie. Kiedy jednak znów przypomniało mi się jak się oddycha miałam zamiar się odezwać, jednak ktoś mnie wyprzedził.
- Co wy robicie do kurwy nędzy?! - Zayn wrzasnął podchodząc do nas i odpychając Luka w tył w taki sposób, że wkrótce jego plecy zetknęły się z twardą ścianą. Chłopak syknął, kiedy mulat złapał go za koszulkę i przycisnął mocno do zimnej powierzchni wbijając knykcie w jego pierś. Automatycznie zeskoczyłam z blatu nie pozwalając na to by blondynowi stała się jakakolwiek krzywda.
- Sukinsynie zostaw go w tej chwili. - warknęłam ostrzegawczo na co mój brat zupełnie nie zareagował. Wręcz przeciwnie. Wydawało się jakby jego dusza odłączyła się od ciała, a on zamarł w miejscu wpatrując się tępo w błękitne tęczówki chłopaka, które ku mojemu zaskoczeniu nie pokazywały niczego innego prócz znudzenia i może odrobinki rozbawienia. Najwyraźniej wcale nie bał się swojego przeciwnika. W końcu wykorzystał chwilę jego nieuwagi i wyrwał się z jego uścisku, strzepnął niewidzialny pyłek z ramienia i odsunął się na bezpieczną odległość.
- Popierdoliło Cię? - mruknął niezadowolony, ale zamiast zostawić nas samych sobie oparł się o framugę drzwi do kuchni, a raczej wielkiego łuku, który pełnił ich rolę, zakładając ręce na piersi. Przypatrywał się nam z ciekawością przenosząc wzrok ze mnie na Zayna, który powoli znów zaczął wykazywać oznaki życia. Odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie spojrzeniem z góry do dołu marszcząc przy tym brwi.
- Jak Ty mnie nazwałaś? - wysyczał przez zaciśnięte zęby, a na moje usta wpłynął bezczelny uśmieszek.
- To co słyszałeś. Chyba nie myślisz, że po tym wszystkim będziesz wciąż w moich oczach  idealnym braciszkiem. - wyplułam słowa zmieszane z jadem zupełnie już zapominając o obecności blondaska, a skupiając się jedynie na wymianie poglądów z bratem.
- Kiedy do cholery zrozumiesz, że to nie była moja pieprzona wina?! - uniósł się, a ja poczułam jak złość obezwładnia całe moje ciało. Moje dłonie bezwiednie zacisnęły się w pięści, a zęby zwiększyły nacisk na siebie nawzajem. Oczy powoli wypełniał przeźroczysty, słony płyn, ale to nie miało teraz dla mnie znaczenia mimo że zazwyczaj dbam o takie drobiazgi jak nie pokazywanie słabości innym.
- Gdybyś wtedy zareagował one by żyły. - wyszeptałam drżącym głosem czując jak mokre krople płyną w dół moich policzków. Staliśmy tak przez dłuższy czas wpatrując się w siebie, aż w końcu usłyszałam głos.
- Dobra, co tu sie.. - do kuchni wparował Calum, a Luke wypadł jakby z transu, w którym się znajdował przez cały ten czas, jednak ja nie odwracałam czekoladowego wzroku od swojego brata. Wciąż na niego patrzyłam, aż w końcu odważyłam się na pewien ruch.
- Dla mnie to Ty powinieneś być na ich miejscu. Jesteś nikim. Nie chcę Cię znać. - splunęłam i wybiegłam z pomieszczenia kierując się prosto do pokoju, który wciąż należał do mnie. Zakluczyłam drzwi i zwinęłam się na łóżku próbując uspokoić nerwy i się nie rozpłakać.

**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz