piątek, 21 listopada 2014

III.

 **

Westchnęłam głęboko i ponownie pokręciłam głową na boki tym samym negatywnie odpowiadając na pytanie niebieskookiego. Może nawet nie tyle co pytanie, a rozkaz. Zacisnął usta w cienką linijkę, a jego dłonie zacisnęły się w pięści - tylko po tym byłam w stanie poznać, że jest zły i oczywiście po własnych domysłach. Chłopcy wciąż odwiedzali mnie jedynie w kominiarkach. Wszyscy po za Calumem. On jedyny zdawał się zaufać mi na tyle, by pokazać swoją twarz bez najmniejszej obawy, że kiedykolwiek to wykorzystam. On był z nich wszystkich najgłupszy myśląc, że jeśli się stąd cudem wydostanę nie zeznam na policji i nie opiszę dokładnie jego twarzy. Głupiec. Oczywiście, że zdążyłam go polubić przez te kilka ostatnich dni spędzonych niemalże tylko z nim lub samotnie, ale wciąż przecież był moim porywaczem i to nie zmieniało nic. Nawet mojego celu, którym było wydostanie się stąd jak najszybciej. - Calum do kurwy nędzy! - warknął wstając i z trzaskiem wychodząc z pokoju, który zajmowałam odkąd tylko się tu pojawiłam. Najwyraźniej myślał, że mulat będzie w stanie cokolwiek zdziałać.. Otóż nie. Nie znali mnie i nie wiedzieli, że jem jedynie przez siebie wybrane rzeczy. Możecie nazwać mnie rozpieszczoną paskudą, która wybrzydza, ale po prostu mięso było czymś czego nie byłam w stanie wziąć do ust, a przed chwilą chłopak, którego imienia wciąż nie zdołałam poznać próbował wcisnąć mi hamburgera. Obrzydliwości.
Już po chwili drzwi ponownie się otwarły, a w progu pojawiła się sylwetka Cala. Posłałam mu delikatny uśmiech i wciąż nie ruszając się ze swojego wcześniejszego miejsca jakim było średniej wygody łóżko poklepałam miejsce obok siebie dając mu nieme pozwolenie na zajęcie miejsca nieopodal. Tak też zrobił. Wyprostował swoje długie nogi kładąc się w dolnych partach mebla i podpierając swoje ciało na łokciach. Siedząc po turecku przy samych poduszkach miałam na niego świetny widok, a przyznam szczerze - jest na co patrzeć.
- Mins, czemu nie chcesz jeść? - zapytał ze smutkiem rzucając mi krótkie spojrzenie brązowych oczu. Wzruszyłam lekko ramionami i westchnęłam głęboko.
- Nie jadam mięsa, ale Twój nadpobudliwy kolega nie bardzo przyjmuje to do wiadomości. - powiedziałam na tyle głośno, by osoba, która mogłaby nas w tej chwili podsłuchiwać dokładnie nas usłyszała.
- No kurwa! Nie dość, że mnie obraża to jeszcze będzie wybrzydzać pieprzona księżniczka! - usłyszałam zza drzwi i uśmiechnęłam się krzywo zdając sobie sprawę, że moje przeczucia były jak najbardziej trafne.
- Sam rozumiesz. - skwitowałam, a chłopak wydął dolną wargę.
- Przyniosę Ci zaraz coś mega superaśnego! Co powiesz na sałatkę mojej roboty? Wiesz.. Nie chwaląc się.. Jestem genialnym kucharzem! - poruszył zabawnie brwiami, a ja zaśmiałam się lekko kiwając przy tym głową.
- Brzmi nieźle. - posłałam mu najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać w tej chwili, a chłopak rozpromienił się automatycznie słysząc moją zgodę i zostawił mnie samą na kilka następnych chwil, a ja nie wiedzieć czemu nie mogłam przestać się uśmiechać.

**

- Dobra. Teraz albo nigdy.. - mruknąłem pod nosem, by po chwili odliczyć do trzech i dając chłopakom znak wyskoczyć zza rogu. Wycelowałem pistolet prosto w głowę zbyt pewnego siebie jak na mój gust kolesia, który prowadził tę samą rozmowę telefoniczną już od jakichś kilku dobrych minut. Ashton podszedł go od tyłu i wytrącił mu komórkę z ręki na co ten zaklął pod nosem i nie wiedząc co się dzieje rozglądnął się, a wtedy jego oczy spoczęły na mojej sylwetce. - Znów się spotykamy William. - przywitałem mężczyznę, a ten starając się ukryć swoje przerażenie podniósł tyłek ze swojego skórzanego fotela. - Żadnych fałszywych ruchów perfidny śmieciu.. - wysyczałem przez zęby na co on się wzdrygnął i westchnął bezradnie, a jego ramiona powędrowały nieco w dół.
- Czego chcesz Hemmings? - mruknął niezadowolony poprawiając swój krawat, najwyraźniej nieco go poluzowując, by po chwili nachylić się w przód i podeprzeć ciężar swojego ciała na rozłożonych dłoniach. Podrapałem się lufą w skroń i wzruszyłem ramionami. Po chwili przebiegłem palcami przez swoje jasne włosy.
- Myślę, że doskonale wiesz z jakiego powodu my wszyscy się tutaj znajdujemy. - i jakby zupełnie nigdy nic założyłem ręce na piersi. Nie musiałem się przejmować - Calum i Ash wraz z Malikiem mnie kryli. Oczywiście na tego pierwszego nie było co liczyć, bo znając Hooda to jeszcze sam sobie zrobi krzywdę, jednak jest coś w czym jest niezastąpiony. Gościu potrafi robić cuda z samochodami i innymi środkami transportów. Jest genialnym mechanikiem - prawie tak dobrym jak kucharzem. - Oddaj naszą własność, a zostawimy Cię w spokoju. Sprawa załatwiona raz na zawsze. - uniosłem brwi ku górze, a mężczyzna opuścił głowę w dół kręcąc nią na boki.
- Nie ma mowy. Niczego wam nie jestem winien. - prychnął, a ja na moment odwróciłem od niego wzrok. Jeden pieprzony moment i wszystko wylazło spod kontroli. Usłyszałem strzały, a już po chwili usłyszałem jak ktoś pada na ziemię. Po chwili.. sam się na niej znalazłem. Co dalej? Nie mam zielonego pojęcia.
**
* Min's POV *
Usłyszałam jak dwa samochody zatrzymują się z piskiem opon pod domem, w kórym aktualnie się znajdowałam, a już po chwili drzwi wejściowe na dole porządnie trzasnęły z rozmachem stykając się ze ścianą za sobą. Kolejno podsluchane przeze mnie przekleństwa, krzyki, głośne oddechy i inne niezidentyfikowane dźwięki bardzo mnie zaniepokoiły. Nie wiem co mnie do tego popchnęło, ale automatycznie podniosłam się z łóżka i nie zważając na fakt, że jestem owinięta pościelą próbowałam wstać co jedynie zakończyło się niefortunnym upadkiem na podłogę. Szybko się z niej podniosłam ignorując ból i wybiegłam z pokoju niemalże potykając się o własne nogi. Zaiwaniałam po schodach jak dzika, aż nie znalazłam się na parterze obszernego jak się okazuje domu. Wcześniej nie widziałam go prawie wcale nie licząc pokoju, w którym byłam cały ten czas oraz łazienki, która miała swoje jedyne wejście od *pożyczonej* mi sypialnii, do której prawdopodobnie należała. Rozglądnęłam się, a to co zobaczyłam totalnie mnie przeraziło. Krew. Kałuża krwi i postrzelony blondyn kulący się na jednej z kanap oraz Calum upaprany czerwoną cieczą nachylający się nad wcześniej wymienionym chłopakiem.
- O mój Boże.. Co mu się stało?! - wykrzyczałam przykładając dłonie do skroni i starając się nie spanikować, jednak nikt nie odpowiedział na moje pytanie.
- Co ona tu kurwa robi?! - krzyknął szatyn z fioletową bandaną opasającą jego głowę i prawdopodobnie trzymającą w kupie jego włosy utrzymane w nieładzie.
- Zapierdalaj do pokoju! - warknął inny popychając mnie w stronę schodów. Odtrąciłam jego rękę kręcąc głową z niedowierzaniem.
- On się wykrwawi do cholery! A nie wydaje mi się, żeby którykolwiek z was wiedział jak mu pomóc! - wykrzyczałam mu prosto w twarz na co ten się jedynie skrzywił mamrocząc coś pod nosem i wsuwając ręce do kieszeni. Odszedł kawałek, a ja podeszłam do niebieskookiego oraz wiszącego nad nim Caluma, który za wszelką cenę próbował ocucić przyjaciela. Położyłam dłoń na ramieniu Mulata, a ona uniósł na mnie swój przerażony wzrok.
- Pozwól mi Calum.. - szepnęłam łagodnie, a on kiwnął głową. Musieli być bardzo blisko ze sobą, bo przez cały ten czas klękał obok kanapy dotrzymując mi towarzystwa i będąc w pełni gotowym, by przynieść mi wszystko co tylko będzie mu potrzebne. Byłam studentką medycyny i od zawsze mnie to kręciło, więc doskonale wiedziałam jak sobie poradzić w takich sytuacjach. Oczywiście żaden tam jeszcze ze mnie specjalista, ale na pewno nie umrze z moich rąk. Nie pozwolę mu na to. - Przynieś mi pasek, pęsetę, nożyczki, butelkę zwykłego alkoholu oraz gazę. - rozkazałam, po czym delikatnie i ostrożnie uniosłam podkoszulek chłopaka do góry. Na szczęście było to jedynie draśnięcie powierzchniowe i zdecydowanie kula nie zdołała głębiej zawitać, a co dopiero uszkodzić któregoś z organów. Najprawdopodobniej został również potraktowany czymś ciężkim w głowę i to jedynie z tego względu stracił przytomność. Kiedy dostałam potrzebne rzeczy raz dwa uporałam się z problemem i oczyściłam ranę. Więcej krwi i dramatycznego wizualnego poglądu niż to wszystko warte. Na całe szczęście. Spojrzałam na towarzyszącego mi Caluma i posłałam mu delikatny uśmiech. - Będzie żył. - skinęłam głową, a on odetchnął z ulgą, po czym rzucił się na mnie ściskając mnie w swoich ramionach. Zaśmiałam się cicho i pozwoliłam mu na chwilę nieokrzesanej radości jednocześnie starając się nie ubabarać go już bardziej krwią rannego chłopaka.
Umyłam dłonie pod gorącą, bieżącą wodą i czując czyjąś obecność, a po chwili dźwięk rozbijanego szkła odwróciłam się błyskawicznie, jednak to co zobaczyłam na pewno mnie nie zachwyciło. Wstrzymałam oddech czując jak moje twarz robi się blada. Nagle do kuchni wpadła dwójka chłopaków, bandanka oraz czerwonowłosy, którego jak do tej pory nie było mi dane jeszcze spotkać, stając po obu stronach powodu, dla którego poczułam, że słabnę.
- Co się dzieje? - zapytał jeden z nich. Nie wiedziałam, od którego wypłynęło owe pytanie, jednak nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia. Patrzyliśmy sobie w oczy, a ja nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę on przede mną stoi.
- Chłopaki, co tu u diabła robi..

**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz